niedziela, 25 czerwca 2017

414. Zgon

W związku ze zgonem informuję Szanownych Czytaczy, że wrócę, gdy mi przejdzie.

piątek, 16 czerwca 2017

413. …bo grzyby są dobre do ryby

Tego mi było potrzeba. Zrobiłam sobie Dni Higieny Psychicznej Frau Be. Z niebywałą przyjemnością powróciłam na chwilę do normalnego świata. Znalazłam go w starych filmach. Najpierw w tych z dzieciństwa. Na tapetę poszły mrożące krew w żyłach „Wakacje z duchami”, w których najstraszniejszą sceną był zawsze moment bezwiednego wzięcia przez Pikadora do ręki trupiej czaszki; po nich „Podróż za jeden uśmiech” z cudowną piosenką studentów idących w las:
„Na grzyby, idziemy na grzyby,
bo grzyby są dobre do ryby.
Gdy znajdziesz grzyb trujący,
do zupy go podrzuć niechcący,
a wtedy amator grzybka
niechcący wyciągnie kopytka.”
A potem jeszcze fantastyczne "Wojna domowa" i „Stawiam na Tolka Banana”, gdzie „trudna młodzież” w porównaniu z dzisiejszą przeciętną to szczyt inteligencji, kultury i moralności. I tak sobie z rozrzewnieniem myślę o nieodżałowanej pamięci czasie, w którym ze szklanych ekranów nie wylewały się hektolitrami krew i golizna, nie latały stadami wiązanki wulgaryzmów, nie wiało pustką intelektualną i brakiem jakiejkolwiek hierarchii wartości ogólnoludzkich.
Bez gołych brzuchów, bez ekspozycji cycków, bez makijaży, w których małoletnie dziewczynki wyglądają jak przechodzone lafiryndy, bez fury, skóry i komóry, bez przekleństw co drugie słowo, bez podtekstów seksualnych z wszelkimi odmianami odchyłów w tle, bez skoncentrowania wyłącznie na własnym wyglądzie i kolejnej diecie, bez tej pustki znamionującej ludzi płytkich, ograniczonych i bez zainteresowań, bez agresywnych dźwięków niewydarzonej „muzyki” – takie to było miłe, takie tchnące optymizmem i radością życia, lekkie, świeże, wdzięczne…
I jakże inne od współczesnych mózgotrzepów były „Kariera Nikodema Dyzmy”, "Czterdziestolatek" czy chociażby filmy Barei, które poszły na tapetę po młodzieżówce. Gdzie te czasy, gdy film miał treść, reżyser – zamysł, scenarzysta – mózg, a aktor – zamiast wyglądu – osobowość?...

środa, 7 czerwca 2017

412. Głupawka cieplna

Wysokie temperatury szkodzą mi okrutnie, tak na organizm, jak na psyche. Ostatni atak głupawki kazał mi się skupić na „bajkach” z cyklu: „A znasz bajkę o?…”. No i spisałam cały udój, jaki miałam we łbie. Może ktoś zna jeszcze jakąś i uzupełni mój zbiór?

Bajka o Iławie: I ława dobra, gdy nie ma łóżka.

Bajka o morzu, panterze i mieliźnie: Może pan tera mie liźnie?

Bajka o dziewannie: Dzie wanna? Będę rzygał!

Bajka o Magdzie: Ma gdzie, a nie ma z kim.

Bajka o manicure: Józek zrobił Mani córe.

Bajka o cygarach: Józek, cy gary umyte?

Bajka o czasie: Cza sie napić!

Bajka o desce: Odesce sie i zara wracam!

Bajka o groszku: Grosz, kurwa, czy nie grosz?

Bajka o dźwigu: Zamknij dźwi gówniarzu!

Bajka o kotkach: Ten mnie miał, tamten mnie miał...

Bajka o boksie: My tu stoimy, a obok sie całują.

Bajka o jabłonce: Miałam ci ja błonkę...

Bajka o Jerychu: Je Rychu, aż miło popatrzeć!

Bajka o muszelce: Zapnij mu szelkę!

Bajka o napięciu: Na pięciu napadło dziesięciu.

Bajka o Napoleonie: Ona po Leonie miała trójkę dzieci.

Bajka o nasturcji: Ona z Turcji syfa przywiozła.

Bajka o gołębiu: Gołem biustem go zwabiła.

Bajka o komendzie: Oko mendzie wybili.

Bajka o Bytomiu: By tom, by tamtom.

Bajka o klopsie: Klop sie nam zatkał.

Bajka o paltociku: Pal, to ci, kurwa, płuca zgniją!

Bajka o powidłach: Po widłach są dziury w plecach.

Bajka o Jacusiu: Ja cuś tu wódki nie widzę!

Bajka o jaśminie: Jaś mi nie oddał forsy!

Bajka o kupie i lotosie: Kupa roboty, a ty lotoslotos!

Bajka o Leszku: Leż, kur... spokojnie!

Bajka o nowinie: Daj no wina!

Bajka o panterze i morzu: Pan tera mi może naskoczyć!

Bajka o romansie: Roman sie rozwodzi.

Bajka o romantyźmie: O, Roman, tyź mie urządził!

Bajka o rozmarynie: Roz Marynie nie wystarczy.

Bajka o senatorze: Władek siedzi se na torze.

Bajka o manifeście: Mani fest dupa urosła!

Bajka o romantyku: Roman, ty kutasie!

Bajka o strzykawce: Szczy kawka na dachu.

Bajka o śledziu, panterze i puszczy: Śledź pan tera żonę, bo sie puszcza.

Bajka o talerzu i nożu: Ta leż spokojnie, a nuż się uda!

Bajka o Tebach: Te by warto poderwać.

Bajka o Tamizie: Tam Izie dali po gębie.

Bajka o apostołach: Jedzcie, pijcie, a po stołach nie rzygajcie!

Bajka o pałacyku i latarence: Pała cyklata renka!

Bajka o Kaliszu: Nie chodź tędy, bo sie okalisz.

Bajka o Kaliszu: Ostroznie jajka liż.

Bajka o tumanie: Tu Manie poznałem.

Bajka o tupecie: Tu pet, tam pet...

Bajka o ceramiku: Cera mi, kurde, wysycha!

Bajka o alei: Idą ludzie, a leją!

Bajka o nożycach: Ano, zyce ci wesołych świąt!

Bajka o analizie: A nalizie ci piasku do dupy na plaży!

Bajka o Ani: Ani mi się waż!

Bajka o barytonie: Bary to nie wszystko.

Bajka o Basi: Oba sikali pod jednym drzewem.

Bajka o apostole: A postoł i poszedł.

Bajka o babci: Bab ci się zachciewa!

Bajka o selerze: ty tu sprzątasz, a ja se leże.

Bajka o basenie: oba se nie dogodzimy.

Bajka o Kiejstucie: Kiej stu cie, to i ja też.

Bajka o Ani: Ani mnie nie wkurwiaj!

Bajka o kapuście: Ta butelka taka pusta!

Bajka o nosie: Odpierdol no się!

Bajka o walizkach: Wali z kibla, aż muchy padają.

Bajka o pile: Gdzie ta piła? Gdzie piła, to piła, ale za swoje!

Bajka o nastrojach: Nas troje na was dwoje.

Bajka o memłonie: Połóż dłonie na mem łonie.

Bajka o Napoleonie Bonaparte: Napol, Leon, bo na parterze zimno!

Bajka o wężu: Sssssssssspierdalaj!

Bajka o jabłonce: Miałam ci ja błonkę...

Bajka o Romantyku: Roman, ty kutasie!

Bajka lilaróż: Lila, rusz dupę, bo goście idą!

Bajka o jajach kobyły: Ja, jako były partyzant...

Bajka o Tytusie: Ty tu sie nie wygłupiaj.

Bajka o Zawiszy i Ance: Mama zawisza firankę.

Bajka o jodle: Tyle jodła, że aż se bekła.

Bajka o borówie: Uważaj, bo rów!

Bajka o mateczce: Gdzie jest ma teczka?

Bajka o anodzie: Ano da czy nie da?

Bajka o komunie: Komu niewygodnie, niech stoi!

Bajka o lipie i bzie: Lipiej być w gaciach niż bez.

Bajka o talerzyku: Ta leży, kurwa, jak nieżywa...

Bajka o mniemaniu: Mnie, Maniu, na tobie nie zależy.

Bajka o nowinie: Daj no wina.

Bajka o Szczepanie: Co robisz? Szcze, panie.

Bajka o naleśniku z dżemem: Leży leśnik na leśniku i drzemie.

Bajka o porze i selerze: Przyszła pora, to se leżę.

Bajka o dźwigu: Zamknij dźwi, gówniarzu!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

411. Fatima, czyli Cova da Iria

Około południa 13 maja 1917 r. w Cova da Iria niedaleko Fatimy trójka pastuszków ujrzała najpierw na jasnym niebie błyskawicę, a potem tajemniczą postać, która ukazała im się ponad pobliskim dębem. Kazała dzieciom zbliżyć się, a potem poleciła codziennie odmawiać różaniec. Ta sama postać, w której zobaczyły Matkę Boską, ukazała się trójce dzieci ponownie 13 czerwca i zleciła ustanowienie nabożeństwa do jej niepokalanego serca, obiecując zbawienie tym, którzy będą je odprawiali. Głos słyszała tylko 10-letnia Łucja, pozostali byli tylko „widzącymi”. W czasie trzeciego objawienia (13 lipca) Matka Boska przekazała pastuszkom trzy tajemnice, z których pierwsza była wizją piekła, druga informowała o mającej nastąpić II wojnie światowej jako karze za grzechy, a trzecia stanowiła widzenie zrujnowanego miasta, w stronę którego zmierzał papież z duchowieństwem. 13 sierpnia do spotkania nie doszło, ponieważ dzieci zostały uwięzione – odbyło się 6 dni później. Usłyszały wówczas, że w czasie ostatniego z objawień dokona się cud. 13 września pojawieniu się Matki Boskiej miały towarzyszyć „nadprzyrodzone” zjawiska w postaci nagłego przyćmienia słońca, spadku temperatury, delikatnych opadów śniegu i błyskawic. 13 października nastąpił zapowiadany „cud”, nazwany później „cudem słońca”, które miało wirować po niebie, rozsypując snopy płomieni po niebie. Liczne fotografie przedstawiają zgromadzonych wiernych, jednak na ani jednej nie zarejestrowano ani Matki Boskiej, ani rzekomego cudu.
Dziś w miejscu objawień sprzed stu lat kwitnie bujnym kwieciem przemysł dewocyjny. Niewielka Fatima stała się jednym z największych katolickich centrów pielgrzymkowych. Na rondzie w przytulonym do miasta Cova da Iria wita przybyłych pomnik pastuszków.





Teren sanktuarium to ogromny, asfaltowy plac modlitwy poświęcony Piusowi XII (Praça de Pio II) – temu samemu, który szedł na kompromisy z Hitlerem i nazistami – z rozmieszczonymi na nim rozmaitymi obiektami. Wolna przestrzeń może pomieścić do miliona ludzi naraz.



Miejsce, w którym pastuszkom miała objawić się Matka Boska, zostało w 1919 r. obudowane przeszkloną Kaplicą Objawień (Capela das Aparições). Po rosnącym tam dębie nie ma dziś śladu. Wierni roznieśli go w drzazgi. Tam, gdzie rósł, postawiono postument, a na nim figurę M. B. Fatimskiej. Wykonano ją z cedru brazylijskiego, ma 1,1 m wysokości. Jest poświęcona i koronowana. Wykonana w Lizbonie korona została ozdobiona perłami i kamieniami szlachetnymi. Jest darem kobiet portugalskich. Kaplicę poświęcił w 1982 r. Jan Paweł II, który później ofiarował sanktuarium kulę, którą wystrzelił do niego zamachowiec. Została umieszczona w koronie figury.





Do kaplicy wiedzie od bramy głównej sanktuarium słynna Droga pokutników (Pista dos penitentes) w postaci marmurowego chodnika. Niektórzy pielgrzymi pokonują ją na kolanach, nawet po kilka razy.



Niedaleko Kaplicy Objawień znajduje się Trocheiro – rodzaj pieca, w którym pali się wota z wosku.








Obok niego ustawiono stragany, na których można je nabyć: od kilkumetrowej wysokości świec większych od karniszy po woskowe części ciała i figurki.






Na środku placu, na wysokim postumencie, stoi figura Najświętszego Serca Jezusa z uniesionymi dłońmi (Sagrado coração de Jesus) z 1932 r. Tuż przy niej bije „cudowne” źródełko.



Właściwą Bazylikę M. B. Różańcowej (Basílica do Santuário) wzniesiono w latach 1928 – 1953 w stylu neobarokowym. Zbudowana została z jasnego kamienia, a ołtarze wykonano z portugalskich marmurów.




Nad głównym wejściem znajduje się nisza, w której umieszczono posąg M. B. Fatimskiej z różańcem.


Fasadę wieńczą figury aniołów.




Od kościoła rozchodzą się w dwie strony kolumnady podobne do tych w Lourdes.



W ich cieniu kryją się stacje drogi krzyżowej.



W bazylice znajdują się miejsca pochówku Łucji (pochowanej w klasztorze i przeniesionej tu po roku), Hiacynty i Franciszka.













Naprzeciw niej, po drugiej stronie placu, zlokalizowana została druga świątynia – gigantyczna Igreja da Santíssima Trindade (kościół Najświętszej Trójcy). Wzniesiono go w latach 2004 – 2007 z ofiar pielgrzymów. Ma 95 m długości, 115 m szerokości i 20 m wysokości.



Wewnątrz przypomina raczej stadion niż świątynię. Amfiteatralnie rozlokowane siedziska przeznaczone są dla 8600 osób, w prezbiterium mieści się 100 księży.







Gigantomania dotknęła także bezpośrednie otoczenie kościoła, o czym świadczy tyleż wielki, co brzydki, dwudziestopięciometrowy Wysoki Krzyż (Cruz Alta) z 1951 r.



Przed kościołem ustawiono rzeźbę Jana Pawła II (dzieło Polaka, Czesława Dźwigaja), po drugiej stronie zaś Pawła VI.




Na tyłach świątyni wybudowano Centro Pastoral Paulo VI (Pasterski Ośrodek Pawła VI) – centrum kongresowe na 2800 miejsc. Po obu stronach placu znajdują się domy rekolekcyjne.
Codziennie o godzinie 2100 rozpoczyna się na placu nabożeństwo i procesja ze świecami. Gęsty tłum odmawia różaniec w różnych językach świata.

sobota, 3 czerwca 2017

410. Życie to iluzja wywołana brakiem alkoholu…

…toteż umówiwszy się z Jagą na piwo, skrupulatnie wypełniłyśmy zobowiązanie. Słowo się rzekło, klamka zapadła, dokonałyśmy niezbędnych ustaleń i... nic z tego nie wyszło. Los (ubrany w ciuchy Jagi) postanowił inaczej i zamiast uprawiać smażing w atmosferze rozgrzanego betonu pod parasolkami rozlokowanymi wokół ratusza, zostałam regularnie uprowadzona (pojazdem mechanicznym) na Włości.

Włości




Prawie pod gołym niebem

Alkohol u Jagi nie marznie nawet w zimie...
Przedstawicielka burżuazji w osobie Jagi bezzwłocznie zakrzątnęła się koło garów i zgrzewek z puszkami – i już po chwili rozwalałam się po cudzym tarasie jak po swoim.



Parę godzinek przeleciało jak z bicza strzelił i jeśli powiem, że spędziłyśmy je na wielkim żarciu, przetykanym popijaniem i międleniem ozorami, to nic a nic nie przesadzę.
Na początek poszedł makaron z różnymi rzeczami.


W czasie, gdy zagryzałyśmy dopiero co pochłonięty obiad deserowymi pierdołami dobrze komponującymi się z piwem...




...w piekarniku piekł się chleb. Normalny, z glutenem i bez paszy dla kur!


Zaraz potem, jak został wyjęty, rozpoczęłyśmy proces pochłaniania go, a żeby mi już całkiem dogodzić, Pani Na Włościach zrobiła mi dobrze pasztetem z warzyw. Ja pierdaczę, jakie to pyszne!


Przy konsumpcji towarzyszyła nam doborowa kompania: nader fotogeniczna psica, kota demonstracyjnie mająca wszystko w odwłoku i czarnowłosy dżentelmen, z wdziękiem myjący sobie genitalia tuż przy naszym obiedzie. Nawet śledziowie zezowali w naszą stronę zza winkla.





Zasadniczo nie bardzo wiem, jak udało mi się ruszyć nażarte zwłoki na rekonesans. Prawdopodobnie w charakterze spiritus movens wystąpił kategoryczny imperatyw moralny, nakazujący czynić mą blogersko-reporterską powinność. Toteż potoczyłam odwłok przed gościnne domostwo, aby uwiecznić ku pamięci potomnych to i owo, ze szczególnym uwzględnieniem talentów Pani Na Włościach. Tę oto na przykład kulinarną piramidę doniczek z zielskiem na przyprawy udziergała własnoręcznie i to jest dla mnie mistrzostwo świata: trzymają się i nie spadają!



UWAGA, OSTRZEŻENIE!

Teraz będzie tekst dla osób pełnoletnich, wyłącznie o mocnych nerwach.
Odkryłam albowiem pewne powiązania mafijne Jagi, za sprawą cementowego obuwia z ulokowanymi w nim (zapewne dla niepoznaki!) dwiema doniczkami. Buciki, wypisz, wymaluj takie, jakie Cosa Nostra funduje osobnikom przeznaczonym do zakotwiczenia bliżej dna dowolnego akwenu. Co prawda Jaga wyprodukowała je na bazie starych kaloszy, które posłużyły jej za formę, ale kto ją tam wie? Jakby co, to jesteście mi świadkami – piszę o niej w samych superlatywach i nawet myśleć nie chcę inaczej! Nie śpieszy mi się na dno Wisłoka :)


Od najbardziej reprezentacyjnej strony Pałacu Pani Na Włościach posadziła coś w rodzaju słusznego ostrzeżenia dla intruzów. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że być może nawet sprokurowała je ze zwłok sąsiadów-debili, o których pisała kiedyś na swoim blogu i nawet bym się przesadnie nie zdziwiła. Wszak dobry sąsiad to martwy sąsiad, a najlepiej dla pewności wszelkiej przepiłowany na pół i przerobiony na doniczkę.




KONIEC OSTRZEŻENIA.

Na koniec Jaga uznała, że nie może wypuścić tak zabiedzonej osoby jak ja bez wsparcia i na pożegnanie obdarowała mnie własnoręcznie upieczonym chlebem. W kształcie serca, bo przecież dla mnie piekła, a ja taka kochana jestem! Odwieźli mnie do domu we dwoje, z synem, żeby upewnić się, że na pewno się mnie pozbyli :)

Awers

Rewers

UWAGA, DRUGIE OSTRZEŻENIE!


Chodzenie po bagnach wciąga, a obcowanie z Jagą uzależnia! Już po dwóch dobach od opisanego spotkania na szczycie zaczynam obserwować u siebie początki zespołu odstawiennego…