poniedziałek, 29 maja 2017

409. Wszystkiego najgorszego!

Jadę do pracy. Na dużym skrzyżowaniu, prosto przed nami, zielone światło. Kierowca zwalnia jednak i zatrzymuje się powoli: z prawej strony, po biegnącej prostopadle ulicy, pędzi na sygnale karetka pogotowia. Przejmująco wyje, wspomagając się niebieskimi światłami. Przed oczami stają mi obrazy: człowieka leżącego na ulicy w kałuży krwi, mężczyzny z atakiem serca upadającego na podłogę w swoim mieszkaniu, małego dziecka pokaleczonego odłamkami szkła.
Autobus staje w miejscu. Obok niego jadące drugim pasem samochody przejeżdżają nieśpiesznie przez skrzyżowanie: jeden… drugi… trzeci… Przecież mają zielone! Przecież im się należy! Karetka staje, czeka…
Nie wytrzymuję i przeklinam na głos.
Z tyłu głowy niemal fizycznie słyszę tykanie zegara, rytmicznie odmierzającego sekundy, których być może zabraknie karetce, by zdążyć na czas.
Szczerze, od serca, z wielkim pragnieniem, żeby tak się stało, życzę tym parszywym gnidom, które dziś przed 1000 pchały się przed karetkę, wszystkim razem i każdej z osobna, żeby kiedyś inna karetka nie zdążyła do nich, żeby zdychały w męczarniach i w braku nadziei na ratunek albo bezradnie patrzyły, jak umiera ich matka, dziecko, brat, ktoś bliski, któremu nikt na czas nie udzielił pomocy, bo taki sam chuj kostropaty jak oni rył się przed karetkę pędzącą na sygnale.
I niech mi tu nikt nie pisze, że nie wolno złorzeczyć i że to ja jestem ta zła, bo ugryzę.

czwartek, 25 maja 2017

408. Hiszpania i Portugalia: wyskok

Będąc na zachodzie Hiszpanii, „na chwilę” wyskoczyliśmy na południe, do Portugalii. Miejscem pierwszego portugalskiego „wyskoku” była znana na całym świecie Fatima, która zasłynęła objawieniami maryjnymi. Dzieje dzisiejszego sławnego sanktuarium sięgają początku XX w., kiedy to w małej portugalskiej wiosce o nazwie Aljustrel, oddalonej o 2 km od dzisiejszego miasta Fatima, żyła trójka biednych pastuszków: Lúcia dos Santos i dwójka jej kuzynostwa, Jacinta i Francisco Marto.


Aljustrel to urocza, cicha wioska o zabudowie z kamienia




W okresie między wiosną a jesienią 1916 roku trzykrotnie objawił im się anioł, który przygotowywał je na mające nastąpić rok później widzenia Matki Boskiej. Przybrał on postać 14-15-letniego młodzieńca i tytułował się Aniołem Pokoju oraz Aniołem Stróżem Portugalii. Za każdym razem nakazywał im modlitwę.


Miejsce objawień anioła

Figi


Rzeźba anioła

Wizerunek Łucji...

...Hiacynty...

...i Franciszka
W Aljustrel, pod kamiennym murem domu, zrobione zostało w 1917 r. ostatnie wspólne, najsłynniejsze zdjęcie trójki dzieci.




W wiosce znajdują się po dziś dzień domy, w których dzieci przyszły na świat i mieszkały.



Dom Łucji
Dom Hiacynty i Franciszka udostępniony jest zwiedzającym.



Dom Hiacynty i Franciszka











wtorek, 23 maja 2017

407. Bez jaj

Ja już chyba nie do końca wiem, na jakim świecie żyję. W dodatku wygląda na to, że usilne próby pozostania choć w części normalną są z mojej strony niedorzeczną fanaberią.
Proszę ja, dajmy na to, w sklepie o chleb albo bułki. I zawsze muszę podkreślać, że „zwykłe” (a i to nie zawsze działa), w przeciwnym razie bowiem jestem zasypywana paszą dla kur nazywaną szumnie pieczywem. Ja rozumiem, że panuje moda na kurze móżdżki, ale bez przesady, nie mam dziobu i grzebienia. O ile mnie lustro nie myli, nie mam też na gębie wypisane „drób”. Czy żeby bez problemu kupić normalny chleb albo bodaj bułkę, muszę chodzić z transparentem albo wytatuować sobie na czole napis „ptasiej karmy nie jadam”?!
Obrok, kuźźźwa, też nie dla mnie. Koń, jaki jest, każdy widzi i Jaga mi świadkiem, że nie przypominam (chyba?) tego szlachetnego zwierzęcia, dlaczego więc co rusz ktoś mi podtyka pod nos końskie ciastka?
W pracy dwie trzecie żeńskiej populacji usilnie poleca mi młody jęczmień. O ile się orientuję, jęczmieniem karmi się trzodę chlewną, więc chyba powinnam się obrazić. Zastanawiające jest jednak to, że te, co polecają, same namiętnie piją świńskie wywary. Pewnie już do końca się zeświniły. Inne wpieprzają śmierdzące sianem tabletki z wodorostów i… Nie, nie, kurwa mać, drogie panie, dziękuję, nie jestem glonojadem!
A w sklepie mleko i masło bez laktozy, czekolada bez kakao, kawa bez kofeiny, mąka bez glutenu, cukierki bez cukru, piwo bez alkoholu…
Do tego facetów bez jaj coraz więcej, że o ludziach bez mózgu nie wspomnę. Ktoś ma jakiś pomysł, jak nie ocipieć pośród tego festiwalu obłędu?

sobota, 20 maja 2017

406. Hiszpania: buen Camino!

Camino de Santiago. Szedł nią słynny pielgrzym Paulo Coelho, szedł pisarz, szli średniowieczni pątnicy, aby dotrzeć na koniec ówczesnego świata i pokłonić się doczesnym szczątkom apostoła Jakuba Większego. Miejsce, w którym zostały złożone, znajduje się nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego. Według „Złotej legendy” po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Chrystusa św. Jakubowi Większemu przypadła w udziale ewangelizacja Hiszpanii. Wyruszył tam więc, lecz osiągnął niewiele i chciał powrócić do Jerozolimy przed wyznaczonym czasem. W pobliżu dzisiejszej Saragossy zatrzymała go Matka Boska, która ukazała mu się na kolumnie i zażyczyła sobie, aby wybudował dla niej świątynię. Gdy wywiązał się z tego zadania, wrócił do domu i wpadł prosto w ręce prześladującego chrześcijan cesarza Heroda Agryppy. Został ścięty mieczem i w ten sposób stał się pierwszym męczennikiem spośród apostołów. Uczniowie Jakuba, Teodor i Atanazy, wykradli jego ciało i cudownie znalezionym statkiem wywieźli do Hiszpanii. Gdy złożyli je na brzegu, kamień, na którym spoczywały zwłoki, zamknął się wokół nich, tworząc sarkofag. Tam więc go pochowali. Działo się to mniej więcej w połowie I w. Ponad 700 lat później, w 813 r., jego grób został odnaleziony w niemniej cudownych okolicznościach. Pustelnik o imieniu Pelayo ujrzał nad zapomnianym cmentarzem przedziwne światło pochodzące od deszczu spadających gwiazd. Król Alfons II Cnotliwy wyznaczył wokół grobu św. Jakuba święty obszar i kazał wybudować w tym miejscu kościół. Miejsce to nazwano „Compostela” od łacińskiego wyrażenia „campus stellae” oznaczającego „pole gwiazd”.
Od tamtej pory do Santiago de Compostela wędrowali dziewięcioma szlakami, łączącymi się w jeden, pielgrzymi z całej Europy. Pod dotarciu na miejsce palili swoje pielgrzymie szaty, obmywali się w wodach Atlantyku (co symbolizowało oczyszczenie z grzechów), a na dowód, że na własne oczy widzieli koniec świata (za który uważano wówczas Przylądek Finisterre), zabierali stamtąd muszle przegrzebka, nazwane później muszlą św. Jakuba. Stały się one odtąd symbolem Camino de Santiago (pielgrzymiej drogi do grobu św. Jakuba). Droga św. Jakuba oznaczona jest żółtym symbolem muszli na niebieskim tle. Pielgrzymujący nią pozdrawiają się słowami: „Buen Camino!”.



Motyw muszli widnieje nawet na studzienkach kanalizacyjnych


Istniejąca współcześnie świątynia (Catedral de Santiago de Compostela) powstawała w latach 1075 – 1211.



Powstała na planie krzyża łacińskiego. Długość głównej nawy wynosi 97 m. Wejście główne do katedry mieści się w fasadzie zachodniej (Fachada do Obradioro) – pięknej, monumentalnej fasadzie barokowej, wzniesionej w XVIII w. Zasłoniła ona oryginalną bryłę romańską.





Motyw muszli św. Jakuba na fasadzie

Pracował nad nią architekt Fernando de Casas Novoa, który wybudował bogato zdobione, 74-metrowe wieże i zwieńczył część centralną posągiem św. Jakuba odzianego w tradycyjny strój pielgrzymi, któremu towarzyszą dwaj uczniowie (Teodor i Atanazy).




Codziennie o godzinie 1200 odbywa się tam specjalna msza pielgrzymia, której atrakcją jest możliwość zobaczenia rozkołysanego Botafumeiro – ogromnej, 700-letniej kadzielnicy zawieszonej na 30-metrowej linie, do której rozhuśtania potrzeba 8 mężczyzn. Czynią to mnisi z zakonu św. Jakuba.






Świątynia posiada bogato zdobiony, barokowy ołtarz, na którym umieszczona została romańska rzeźba św. Jakuba z 1211 r. Ustawia się do niej niekończąca się kolejka wiernych, którzy obejmują ją i całują. Za ołtarzem znajdują się Porta Santa (Święte Drzwi), które otwierane są tylko w Roku Świętym, ogłaszanym przez papieża.





Przepiękne organy barokowe z poziomymi piszczałkami



Sercem katedry jest krypta, gdzie w srebrnej trumnie spoczywają szczątki św. Jakuba.



Ostatnim przystankiem na Camino jest budowany przez 700 lat Plac Seminaryjny (Praza do Obradoiro), którego nazwa nawiązuje do galicyjskiego określenia „obradoiros” oznaczającego warsztaty kamieniarskie. Stały one właśnie w tym miejscu i należały do kamieniarzy pracujących przy Fachada do Obradoiro.
Plac zamykają z trzech stron zabytkowe budynki. Pierwszy z nich to Hostal Dos Reis Católicos – dawniej schronisko dla ubogich i chorych pielgrzymów, a dziś najstarszy hotel świata.




Na wprost katedry wznosi się neoklasycystyczny Pazo Raxoi – siedziba władz regionu (Xunta de Galicia). W centralnym tympanonie umieszczono płaskorzeźby przedstawiające sceny z bitwy pod Clavijo, podczas której św. Jakub miał pojawić się na białym koniu, aby wspomóc chrześcijan w rozgromieniu muzułmanów.




Ostatnia budowla to Colexio de San Xerome – szkoła dla biednych studentów i artystów założona w 1501 r.



Nieopodal katedry wznosi się zabytkowy kościół z klasztorem franciszkańskim. Zespół powstał XIII w. W XVIII w. kościołowi dodano barokową fasadę.






Dziś Santiago de Compostela jest stolicą regionu Galicia o międzynarodowej popularności, która zawdzięcza św. Jakubowi. Dlatego każdego 25 lipca, w dzień św. Jakuba, od rana odbywa się Fiesta de Santiago – wielkie święto rozpoczynające się obrzędami religijnymi, a kończące się koncertami, pokazami sztucznych ogni, tańcami, występami i najróżnorodniejszymi imprezami towarzyszącymi. W Santiago de Compostela mieści się jeden z najstarszych i najlepszych hiszpańskich uniwersytetów (Universidade de Santiago de Compostela). W 1985 r. średniowieczny ośrodek miasta wpisano w całości na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Zanim tam się znaleźliśmy, nazwa miasta wybrzmiała w naszych uszach niepokojąco wiele razy. Powtarzano ją na wszystkich kanałach telewizyjnych i radiowych. Wywabiła mnie z hotelowej łazienki podczas mycia głowy. I bez znajomości hiszpańskiego bez trudu dało się zorientować, co się stało. W mieście, do którego zmierzaliśmy, miała miejsce potworna katastrofa kolejowa, w wyniku której zginęło 79 osób z ponad 200 podróżujących. Nowoczesny pociąg, jadący z prędkością przekroczoną o ponad 100 km/h, wykoleił się niedaleko od stacji Santiago de Compostela. Wjeżdżając do miasta, widzieliśmy wrak roztrzaskanego pojazdu i dźwigi pracujące nad jego podniesieniem. Wywoływały przygnębiające wrażenie, które przyćmił dopiero widok imponującej katedry.


Wszechobecna żałoba
Widać wrak lokomotywy